Wyzwanie bycia chrześcijaninem

Jedną z największych przeszkód w staniu się zaangażowanym chrześcijaninem jest to, że chrześcijaństwo jest wyzwaniem. Zadanie prowadzenia życia w pełni skoncentrowanego na Bogu nie jest spacerkiem po parku, o czym świadczy życie największych i najbardziej nawróconych chrześcijan, którzy kiedykolwiek żyli – świętych. Rzeczywiście, chrześcijaństwo przeżywane w pełni wiąże się z walką. Ale czy ta walka jest tego warta?

Często sceptyk widzi tę walkę i zniechęca się. To, czego może nie dostrzec – być może w wyniku duchowej ślepoty, którą sam sobie zadał – to wypływ radości, która przenika walkę każdego świętego; a jeśli ją dostrzeże, nie będzie jej chciał – nie dlatego, że nie chce radości, ale raczej dlatego, że nie pragnie jej na tyle, by porzucić swoje stare sposoby postępowania. Ale oczywiście, nawet najbardziej zatwardziały sceptyk nie może być uznany za całkowicie spisanego na straty. Rzeczywiście, niektórzy sceptycy są w końcu zmuszeni do zmiany zdania. Jest to pełna nadziei świadomość, która napędza ewangelizację.

Odrzucenie Boga w dzisiejszych czasach często nie jest jednak spowodowane przede wszystkim argumentami filozoficznymi. Zazwyczaj jest to rezultat obojętności wobec religii – rezultat tego, co biskup Robert Barron nazwał kulturą „Meh”. Pytanie brzmi: czy ta powszechna obojętność religijna jest uzasadniona? Czy chrześcijanie, którzy trudzą się dla sprawy Chrystusa, marnują swój cenny czas?

Wyobraź sobie, że przyjaciel zaoferował ci darmowy los na loterii. Czy wziąłbyś go? Nie masz nic do stracenia – jest za darmo! Zbyt zajęty? Och, ale jeśli wygrasz – wygrasz miliony. Nie masz nic do stracenia, a miliony do zyskania, więc dlaczego nie wziąłbyś tego losu? Oczywiście, że byś go wziął.

Wielki matematyk Blaise Pascal w swoich Pensees widział podobny scenariusz dotyczący wiary w Jezusa Chrystusa. Doszedł do wniosku, że walka o wiarę jest tego warta. Widział, że jeśli uwierzysz w Chrystusa – lub przynajmniej umrzesz próbując – zdobędziesz wszystko tak, jak obiecał Bóg. Ale jeśli zdecydujesz się powiedzieć „nie” bez próbowania – jeśli zdecydujesz się powiedzieć „Meh” – stracisz wszystko. Dr Peter Kreeft rozwija Pascal’s Wager w swoim eseju „Argument z Pascal’s Wager”:

Jeśli Bóg nie istnieje, nie ma znaczenia jak obstawiasz, bo nie ma nic do wygrania po śmierci i nic do stracenia po śmierci. Ale jeśli Bóg istnieje, jedyną szansą na zdobycie wiecznego szczęścia jest wiara, a jedyną szansą na jego utratę jest odmowa wiary. Jak mówi Pascal: „Powinienem się bardziej obawiać, że się pomylę, a potem dowiem się, że chrześcijaństwo jest prawdziwe, niż że się pomylę, wierząc, że jest prawdziwe.”

Życie chrześcijańskie wymaga zmiany, i to najtrudniejszej. Często oznacza ono odwrócenie się od rzeczy, które przychodzą najłatwiej – rzeczy, które zaspokajają nasze naturalne popędy. Ale zdolność do wolnego wyboru, aby powiedzieć „nie” naszym popędom i impulsom, jest tym, co czyni nas wyraźnie ludzkimi. (To dlatego nie zamykamy psów i szympansów za gwałty i morderstwa). To właśnie umiejętność powiedzenia „nie” – i „tak” – we właściwym czasie sprawia, że ludzie są szczęśliwi. To jest prawdziwa wolność. Chrześcijaństwo jest zaproszeniem do urzeczywistnienia ludzkiego przeznaczenia, jakim jest wieczne szczęście; a poprzez Kościół Bóg dostarczył mapę drogową, która nas tam zaprowadzi.

Chrześcijaństwo jest trudne, ponieważ ma na celu zmiękczenie serc. Jednym z trudnych faktów chrześcijaństwa jest to, że musimy zmierzyć się z tym, że jesteśmy upadli. Często nie jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być. G.K. Chesterton pisze: „Jednym z głównych zastosowań religii jest to, że każe nam ona pamiętać o naszym pochodzeniu z ciemności, o prostym fakcie, że jesteśmy stworzeni” (z The Boston Sunday Post).

To, co czyni chrześcijaństwo trudnym, to fakt, że przypomina nam ono o naszych niedoskonałościach. Jesteśmy zbyt dumni, aby cieszyć się czymś takim – i tu, obawiam się, sprawdza się sceptyk. Sceptyk pozbawia się możliwości spotkania z Dobrą Nowiną. Chesterton słynnie zauważył: „Ideał chrześcijański nie został wypróbowany i uznany za nieudany; został uznany za trudny i pozostawiony bez wypróbowania” (Rozdział 5, What’s Wrong with the World).

To jest wielka współczesna tragedia wynikająca z wieku hedonizmu i moralności „wybierz własną drogę”. Można by nazwać nasze czasy „wiekiem samozadowolenia”. Jana od Krzyża czy Teresę z Avila), współczesny człowiek goni za seksem, narkotykami, podróżami, domami, sławą, „sympatiami”, retweetami i tak dalej. Ale to nie jest do trwałego skutku.

Dobrą Nowiną jest jednak to, że istnieje lekarstwo. Tym lekarstwem jest Chrystus. A lekarstwo jest podawane szczególnie przez sakramenty Kościoła katolickiego. Kościół jest „szpitalem” dla grzeszników: „Nie potrzebują lekarza ci, którzy się dobrze mają, lecz ci, którzy są chorzy; nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Mk 2,17).

Prawdopodobnie największą herezją w całej historii jest pragnienie posiadania Jezusa bez Jego Ciała – Kościoła (Rz 12; 1 Kor 12). Mówienie jednak: „Będę miał Jezusa, ale nie będę miał Kościoła” jest równoznaczne z mówieniem: „Będę miał trochę Jezusa, ale nie będę miał Go całego”. (W tym właśnie miejscu reformatorzy zamienili reformę w rewolucję. Nie zreformowali oni Kościoła Jezusa Chrystusa. Odrzucili jego istotną część – kapłaństwo, a wraz z kapłaństwem – sakramenty. Wyrzucili butelkę z lekarstwem w środku.

Oczywiście, Kościół został wyrzucony, ale nie rozwiązany. Rzeczywiście, Kościół trwa, jak zawsze trwał i trwać będzie (Mt 16,18), a jego drzwi są otwarte jak nigdy dotąd – dla wszystkich. Wciąż wznosi się ponad twardą falę sekularyzmu, stojąc mocno i trzymając się swoich moralnych i doktrynalnych tradycji, które są czymś więcej niż tylko tradycjami. Są one prawdami. I to właśnie uznanie przez chrześcijanina tych „niezmienników” sprawia, że chrześcijaństwo jest tak wymagające w epoce szalejącego antyreligionizmu i relatywizmu. Rzeczywiście, jak zauważył Chesterton: „Są to czasy, w których od chrześcijanina oczekuje się, że będzie chwalił każde wyznanie z wyjątkiem swojego własnego.”

Chrześcijanin, który myśli, że może być świętym bez cierpienia na tym świecie, jest w błędzie. To rodzi pytanie: „Kto wybrałby takie nieszczęśliwe życie?”. W God in the Dock były ateista C.S. Lewis odpowiedział na to pytanie, zauważając: „Nie poszedłem na religię, aby uczynić mnie szczęśliwym. Zawsze wiedziałem, że butelka porto to zrobi. Jeśli chcesz religii, która sprawi, że poczujesz się naprawdę komfortowo, z pewnością nie polecam chrześcijaństwa.”

Prawdą jest, że chrześcijaństwo nie istnieje po to, aby nas uszczęśliwiać. Ale istnieje po to, aby uczynić nas radosnymi. Peter Kreeft, którego niektórzy uważają za „C.S. Lewisa naszych czasów”, dokonuje następującego rozróżnienia: „Radość jest czymś więcej niż szczęście, tak jak szczęście jest czymś więcej niż przyjemność. Przyjemność jest w ciele. Szczęście jest w umyśle i uczuciach. Radość jest głęboko w sercu” (z Joy).

Ewangelia jest zaproszeniem do życia wiecznego od Wiecznego Człowieka – a z życiem wiecznym przychodzi wieczna radość. Chrystus obiecuje nam, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2,9). Oczywiście, ta oferta nic nie znaczy, jeśli Bóg nie istnieje. Oznaczałoby to, że chrześcijanin pracuje na próżno. W najlepszym razie byłaby to miła idea, którą warto rozpowszechniać, aby poczuć się ciepło i przytulnie, koc bezpieczeństwa dla naiwnych. Steven Hawking zaproponował kiedyś, by niebo było „bajką dla ludzi bojących się ciemności”. Matematyk z Oxfordu John Lennox odpowiedział mówiąc: „Ateizm jest bajką dla tych, którzy boją się Światła.”

Bóg nie jest życzeniową „projekcją” ludzkiego umysłu, jak twierdził Ludwig Feuerbach i przyjaciele. Tam być daleko zbyt wiele zewnętrzny dowód dla the istnienie Bóg. Tak więc fizyk teoretyczny Paul Davies, choć nie jest człowiekiem religijnym, doszedł do wniosku po analizie kosmosu: „Dla mnie istnieją mocne dowody na to, że coś się dzieje za tym wszystkim… Wygląda na to, że ktoś precyzyjnie dostroił liczby natury, aby stworzyć Wszechświat… Wrażenie projektu jest przytłaczające” (z The Cosmic Blueprint).

Inny rodzaj projekcji, który jest jednak prawdziwym problemem, to projekcja ludzkich cech na Boga przez sceptyka. Tak więc, kiedy krytyk chrześcijaństwa mówi: „Gdyby Bóg naprawdę istniał, zrobiłby (lub nie zrobiłby) to lub tamto”, tak naprawdę ma na myśli: „Gdybym był Bogiem, zrobiłbym (lub nie zrobiłbym) to lub tamto”. Można to nazwać antropomorficznym problemem problemu zła. W przeciwieństwie do tego, Bóg chrześcijaństwa jest wieczny, niematerialny, wszechmocny, wszechwiedzący, wszechobecny – i tak, wszechdobry i kochający. On nie jest taki jak my w całej swojej doskonałości, ale raczej całkowicie inny. Dlatego nie możemy oczekiwać, że zrozumiemy drogi Boga w sposób absolutny. To właśnie tutaj pojawia się wiara religijna – kiedy ludzki intelekt napotyka swój próg, a „świadoma” wiara wybucha. Jak zauważył pewien mądry angielski konwertyta na chrześcijaństwo: „Poeta prosi tylko o to, aby jego głowa znalazła się w niebiosach. To logik stara się, by niebo znalazło się w jego głowie. I to jego głowa się rozpada.”

Nie oznacza to jednak, że wiara chrześcijańska i wynikające z niej dzieła opierają się w sposób irracjonalny na wielkich metafizycznych przypuszczeniach dotyczących tego, co niewidzialne. Chrześcijaństwo opiera się na osobie Jezusa i praktycznie wszyscy dzisiejsi znawcy Nowego Testamentu, łącznie z krytykami, zgadzają się, że Jezus na pewno istniał. Aby dodać do świadectwa jego istnienia, starożytne teksty, takie jak Talmud Babiloński, podają, że Jezus był pracownikiem dokonującym cudownych czynów. Mamy więcej wiarygodnych informacji historycznych o Jezusie niż o prawie jakiejkolwiek innej ważnej postaci w starożytności. (Niestety, często pomija się fakt, że pisma Nowego Testamentu są również wartościowymi starożytnymi tekstami historycznymi.)

Ponadto, twierdzenia o cudach w chrześcijaństwie obfitują i nadal wytrzymują rygorystyczne badania naukowe. Rozpoznane przez badaczy są nowe odkrycia z Całunem Turyńskim; naturalnie niewytłumaczalne wydarzenia jak tańczące słońce w Fatimie potwierdzone przez świeckie gazety i setki naocznych świadków; „chleb” Eucharystii w tajemniczy sposób zmieniający się w nieskalane ludzkie ciało (jak w Lanciano, Włochy); nienaruszone ciała zmarłych świętych (jak św. Bernadeta); i niezliczone zapisy cudownych kuracji i uzdrowień, takich jak te w Lourdes, Francja. To rzuca pewne światło na to, dlaczego chrześcijanie są tak gotowi cierpieć za swoją wiarę: wiedzą zarówno sercem, jak i głową, że Jezus jest tym, za kogo się podawał. A poprzez cudowne wydarzenia, takie jak te, Bóg dał wierzącym (i niewierzącym) niewielką pomoc.

Należy jednak zauważyć, że w chrześcijaństwie serce ma pewien prymat nad głową; Bóg bowiem sądzi serca, a nie głowy. Wiara jest w dużej mierze sprawą serca – w rzeczy samej, jego poddania się, a nawet złamania. To dlatego C.S. Lewis tak opisał „fundamentalnie religijne i katolickie dzieło” Tolkiena – Władcę Pierścieni: „Oto piękności, które przebijają jak miecze lub płoną jak zimne żelazo; oto książka, która złamie ci serce” (z „Review of J.R.R. Tolkien’s The Lord of the Rings”).

Ale wybór bycia chrześcijaninem jest w takim samym stopniu decyzją podążania za głową, jak i decyzją podążania za sercem. Wiara stoi na ramieniu rozumu, gdy „logicznie rozumujemy”, aby zbliżyć się (i zaakceptować) tajemnice wiary. Ale wiara religijna nie sprzeciwia się rozumowi. Rozum prowadzi do wiary. Jak potwierdził to dla nas św. Jan Paweł Wielki: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki wznosi się ku kontemplacji prawdy” (Fides et Ratio).

Rozwijające się życie chrześcijańskie jest wszechogarniającym wysiłkiem całej osoby, ciała i ducha. Św. Ireneusz sugerował, że „chwałą Boga jest człowiek w pełni żywy”. Dlatego właśnie święci są najlepszym argumentem na rzecz prawdy chrześcijaństwa. Ich życie świadczy o tym, że podążanie za sercem może być trudne – tak samo jak podążanie za argumentami tam, gdzie one prowadzą. Rzeczywiście, ich życie pełne świętej wytrwałości ukazuje, że szczera praca serca i praca głowy to ciężka praca. Ale żadna walka nie jest bardziej istotna dla ludzkiego rozkwitu niż walka ludu Bożego. Święci i ich wpływ na świat pokazali to w sposób zdecydowany.

Zostawiam was ze słowami jednego z najbardziej wpływowych świętych w całej historii, świętego Jana Pawła II: „Błagam was! Nigdy, przenigdy nie porzucajcie nadziei, nigdy nie wątpcie, nigdy się nie męczcie i nigdy nie zniechęcajcie. Nie lękajcie się.”

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.